library-488677_960_720

Daleko za Mordorem

Historia „Mrocznej Wieży” sięga roku 1970, kiedy to w głowie młodego, nikomu nieznanego pisarza, niejakiego Stephena Kinga, rodzi się pomysł – postać Rolanda Deschaina z Gilead, ostatniego rewolwerowca. Autor, zainspirowany XIX-wiecznym poematem Roberta Browninga, pt. „Sir Roland pod Mroczną Wieżą stanął”, wysyła swojego bohatera w podróż życia, której ostatecznym celem ma być ów mityczny budynek, znajdujący się w centrum wszystkich światów równoległych i będący prawdopodobnie istotą całego istnienia.

Hobbity, rewolwerowcy i samuraje

Tworząc siedmiotomowy cykl powieści, Stephen King był też pod wyraźnym wpływem „Władcy Pierścieni” Tolkiena, do którego nawiązuje choćby sam główny motyw podróży, której cel jest daleki i niepewny. Jako źródła inspiracji, pisarz podaje również film „Dobry, zły i brzydki” Sergia Leone (i faktycznie, gdyby Clint Eastwood był trochę młodszy, mógłby z powodzeniem zagrać Rolanda w powstającej ekranizacji) i „Siedmiu Samurajów” Akiro Kurosawy.

King, wzorem klasyka, tworzy własny, autorski świat przedstawiony, choć im dalej brniemy w powieść, tym bardziej ów świat zaczyna przypominać nasz własny, czy raczej jego alternatywny obraz.

Jeśli chodzi o kreację rzeczywistości, King być może nie dorównał Tolkienowi w bogactwie, szczegółowości i plastyczności opisów, mimo tego jednak, krainy, które przemierza Roland są żywe, choć w większości niezamieszkałe, a także wiarygodne, choć często żywcem wyjęte z bajek. Świat stworzony przez Kinga, ponury i umierający, owiany jest tajemnicą przeszłości, w której niegdyś królowały maszyny i ludzie umiejący je obsługiwać. 

Horror i romans

„Mroczna Wieża” zasługuje na uwagę przede wszystkim dzięki swojej wielogatunkowości i zamiłowaniu autora do zaskakiwania czytelnika. Z pozoru zwykła powieść drogi wielokrotnie przekształca się w klasyczne fantasy, horror, czy fantastykę naukową. Jedna z części cyklu to po prostu piękna, krusząca nawet najtwardsze serca opowieść o miłości dwojga młodych ludzi. Nigdy nie wiadomo, czy Roland, idąc przez bezkresną pustynię, nie natrafi przypadkiem na stojące samotnie drzwi prowadzące do Nowego Jorku z 1980 roku. King często nawiązuje do baśni i legend, a nawet historii, które sam opisał w innych książkach. Czasem ma się nieodparte wrażenie, że King tworzył „Mroczną Wieżę” w czasie długiej podróży z LSD pod językiem.

Widać jednak wyraźnie, że autor wędrował razem z Rolandem, czuł i myślał to, co on i razem z nim pragnął wreszcie stanąć na ostatnim piętrze Wieży i wyśpiewać imiona wszystkich, którym nie udało się tam dotrzeć razem z nim. Między innymi właśnie dzięki temu powieść jest tak autentyczna i przyciągająca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *